My name is Woman

MY NAME IS WOMAN - CHAPTER 3 - KARINA KRÓLAK

Pamiętam moment, kiedy po raz pierwszy spotkałam Karinę.Umówiłyśmy się pod Rotundą której dzisiaj już nie ma. Srebrne buty, które miała na sobie zawsze będą mi się kojarzyć już tylko z nią:)

Drobna, pełna energii zmieniła moje popołudnie w fascynujacą opowieść i spacer po Chmielnej. W prezencie wręczyła mi na szczęście swój piękny różowy, pleciony pierścionek, który mam do dzisiaj.

Jaka jest Karina?

Czasami mówię do niej..Wróżko.

Zapraszam do spotkania z jedną z najbardziej zdolnych i fasynujących projektantek biżuterii, jaką miałam możliwość poznać:)


MNIW: Co cię inspiruje? Skąd czerpiesz pomysły?

Karina Królak: Bardzo często z podróży. Gdy nie jestem w pracowni, kiedy głowa jest wolna i odpoczywa – wtedy  rodzą się najlepsze pomysły. Czasami inspiruje mnie materiał albo przyroda i występujące w niej połączenia kolorów. Nawet kompozycja prania na ulicy w Hawanie może wpłynąć na to, jak sama połączę barwy. Inspiracją bywają myśli, wrażenia po podróży. Nigdy prace innych artystów. Bywa, że pomysł rodzi się z samego materiału, że powstaje w wyniku eksperymentów… 



<<Miałam kiedyś taką sytuację, że materiał podczas obróbki w dużej części… ulotnił się. To było dla mnie ogromne zaskoczenie, zupełnie się nie spodziewałam takiego obrotu sprawy. Był to rodzaj gumy, kauczuku. Efekt okazał się świetny, ale z całego materiału, którego użyłam, zostało może 20 procent.  Lubię próby i eksperymenty, zwykle nie wiem do końca, co powstanie, co uda mi się osiągnąć. >>

A twoje ulubione materiały to…

Wszystkie, z którymi muszę się w zmierzyć. Trudne, nieoczywiste. Do tworzenia biżuterii używam oczywiście srebra czy kamieni półszlachetnych, szlachetnych. Jednak wolę ozdabiać tym, co przyciąga uwagę, co jest ciekawe, zaskakujące, niekoniecznie wysokiej próby. Miałam kiedyś taką sytuację, że materiał podczas obróbki w dużej części… ulotnił się. To było dla mnie ogromne zaskoczenie, zupełnie się nie spodziewałam takiego obrotu sprawy. Był to rodzaj gumy, kauczuku. Efekt okazał się świetny, ale z całego materiału, którego użyłam, zostało może 20 procent.  Lubię próby i eksperymenty, zwykle nie wiem do końca, co powstanie, co uda mi się osiągnąć. 

Zatem to co robisz, jest w dużym stopniu improwizacją. Czym jeszcze się kierujesz, wybierając materiał? Jakie cechy tworzywa są dla ciebie ważne?

Jestem alergiczką, więc szukam materiałów, które nie wywołują alergii.  Dziwne, bo do tej pory nie robiłam biżuterii z materiałów organicznych, dopiero teraz przygotowuję pierwszą kolekcję, w której pojawi się ceramika i drewno. Wcześniej nie było mi z nimi po drodze… Najczęściej  działam spontanicznie. Na czymś zawieszam oko, znajduję coś, co było już u mnie w pracowni, ale nie zaciekawiło mniewcześniej. Przychodzi taki moment, że jest materiał i jest pomysł. Tak jest w tej chwili – myślę, że moje nowe projekty zaskoczą i mam nadzieję,że się spodobają. 

Pamiętam, jak mnie zachwyciły twoje naszyjniki ozdobione kolorowymi paciorkami wyglądającymi jak landrynki. Były odważne, krzykliwe, od razu pomyślałam, że nie jest to biżuteria dla każdej kobiety, że trzeba nie lada odwagi, by coś takiego założyć. A może jest odwrotnie – gdy taką ozdobę ma się na sobie, pojawia się odwaga i przebojowość? Co mówią twoje klientki?

Staram się robić rzeczy, które pasują do różnych osób i  przede wszystkim zdobią. Trzeba się w nich poczuć dobrze. Przez te ponad 15 lat nie zdarzyło się, by moja biżuteria kogoś oszpeciła. Te ozdoby są kolorowe, odważne, dodają animuszu, ale przede wszystkim są piękne. I nigdy nijakie czy nudne. Tworzę rzeczy, które nie lubią konkurencji. Jeden mocny akcent, na przykład duży pierścionek, naszyjnik czy bransoleta – coś widocznego, wyrazistego.  Klientki to doceniają. Mam wiele sygnałów, że panie czują się w mojej biżuterii wyjątkowo. 



 

Twój ostatni projekt nie ma wiele wspólnego z biżuterią, choć na pewno można o nim powiedzieć, że jest efektowny i zaskakujący.

To Re4rest czyli Raj Odzyskany, natura w centrum miasta. Razem z Patką Smirnow spędziłyśmy ostatnie osiem miesięcy w naszej pracowni na warszawskiej Pradze, wycinając egzotyczne rośliny z tworzywa tak skromnego, a zarazem zaskakującego, jak plastik. Tworzywo ze zwykłej butelki, jakich wiele w śmietnikach. Po co to wszystko? To ukłon w kierunku rzemieślniczej pracy, codziennego żmudnego przetwarzania tego co mało istotne, w coś co potrzebne, a nawet niezbędne do życia.  Naszym projektem chcemy przypomnieć , jak ważna jest przyroda, bez niej nie ma życia. I jak bardzo potrzebna jest nam, ludziom, samoświadomość  i szacunek do tego co nas otacza, a także szacunek do pracy ludzkich  rąk. 

My same ciągle uczymy się przy tworzeniu tej plastikowej dżungli . To już nie jest zwykły recycling, to   sztuka. Na plastik pozyskany z opakowań patrzymy inaczej niż na początku: to nie są śmieci, odpady. Butelka, która nie trafiła na wysypisko, staje się tworzywem. Musiałyśmy się nauczyć, jak z nim współpracować, barwić, nacinać, giąć, układać w roślinne kształty. Mnóstwo prób i błędów, wielokrotne powtórki. Do tego potrzebna była wielka pokora i cierpliwość...

No i jeszcze zdolności manualne – bez tego na pewno nie udałoby się  wam stworzyć tego zaczarowanego lasu. 

Zawsze lubiłam zajęcia manualne. Wycinanie, kolorowanie, szycie ubranek dla lalek – wielka przyjemność i świetna zabawa. Nigdy nie sądziłam, że zajmę się projektowaniem na poważnie. Wyobrażałam sobie siebie raczej jako korespondentkę wojenną, gdzieś na froncie. Potem myślałam, że zostanę w Kopenhadze, gdzie mieszkałam przez jakiś czas. Ale życie przyniosło kilka zwrotów akcji. Pochodzę z Pomorza, do Warszawy trafiłam ponad 15 lat temu, przyjechałam tu do pracy, którą wykonywałam dla Duńczyków. I jakoś tak się stało, że zapuściłam korzenie. Ale nie wyobrażam sobie życia bez podróży. Lubię Kopenhagę, kocham Hawanę, uwielbiam  Gruzję i Azję . Najchętniej miałabym wszędzie tam swoje domy, może jeszcze jakąś małą chatkę w Indonezji, chętnie też bazę na Grenlandii. Tam akurat nie byłam jeszcze, ale wiem, że dotrę, muszę tam być. Te marzenia są motorem do działania. Podróże mnie uskrzydlają. To kapitalne lekarstwo na smutki i narzekania. W podróży musisz sobie radzić, a ja lubię zależeć od siebie, sama docierać do celu. 

Skąd wzięła się w tobie chęć odkrywania nowych rzeczy? Jak znalazłaś w sobie tę pasję tworzenia czegoś z niczego, przetwarzanie często nudnych i banalnych materiałów w niepowtarzalne ozdoby?

Winę zrzucam na mojego pradziadka, który był rzeźbiarzem. Poza nim w rodzinie nie było żadnych artystów. Myślałam, że będę lekarką, ale, jak widać, oddaliłam się od tych planów… Choć, jak teraz o tym myślę, to może jednak nie, przecież moja biżuteria ma czasem  leczniczy wpływ na osoby, które ją noszą, poza tym wszystko co robię, jest przyjemne, czyli  działa zbawiennie na psychikę.  Który jeszcze zawód ma stuprocentową skuteczność w odpowiadaniu na czyjeś potrzeby? (śmiech) Pracuję sama, nie mam żadnych pracowników, mam za to ogromne grono pań, dla których tworzę. To dla nich robię to co lubię, od nich z kolei  dostaję niesamowitą energię. Jest to dla mnie ogromne wyróżnienie.  Podziwiam kobiety, lubię spędzać z nimi czas. Jesteśmy złotem i diamentem tej ziemi, powinnyśmy trzymać się razem. Nikt tak dobrze nas nie zrozumie jak inna kobieta.

Kobiety spotykasz w relacjach zawodowych, tworzysz dla nich, ale też otaczasz się nimi w czasie wolnym. Nie raz zapraszałaś mnie na kobiece wymiany ubrań, słyszałam o fantastycznych spotkaniach przy stole, także w gronie kobiet ..

Kocham gotować i piec, dlatego często zapraszam do swojego domu. Lubię robić to „tematycznie”, na przykład zapraszam same Marty, albo tylko mamy, których dzieci są właśnie na wakacjach. Jemy, rozmawiamy, śmiejemy  sie ,poznajemy,pomagamy sobie. Wszystkie  szybko się rozluźniają, otwierają, stajemy się sobie bliskie. Nawet jeśli dookoła nie jest wesoło, my mamy – tu i teraz – wakacje. To może być jeden dzień, jedno popołudnie. Marzy mi się, by założyć takie jednoosobowe biuro podróży, które zabierze na wakacje wszystkie zabiegane, zestresowane kobiety. Tylko z podręcznym bagażem, nawet nie walizką, ale plecakiem. Bez lokówki, prostownicy, z dwiema sukienkami. 


\

W tym roku nie miałaś zbyt wiele czasu na wakacje. Czy coś jest na horyzoncie?

No właśnie, na razie nie. To wyjątkowy rok, bardzo dużo się dzieje. Ogrom fantastycznej pracy za mną. Ale przyznam, że nie spodziewałam się tego ponieważ zwyle spędzam pół roku poza Polską. Zresztą jest to po coś, bo mam ważny cel. Taki rok pełen pracy też jest ciekawy i ważny. Później odpoczynek jest jak wielka nagroda. Cieszyć mnie będzie nawet dzień relaksu. Jestem osobą, która cieszy się z życia. Zgadzam się z moją ciocią, która mówiła „Oby zdrowie było i pokój na świecie” – dokładnie tak, skoro nic mi nie dolega, jestem szczęśliwa. Nie mam powodów do narzekania. 

Co jeszcze daje ci radość?

Cieszą mnie drobiazgi: roślina za oknem, pocztówka z wakacji. Sąsiadka, która zapuka do drzwi i przyniesie upieczone ciasto. Małe, wielkie radości. Bardzo lubię pomagać innym, to sprawia wielką frajdę. 

Zdjęcia z prywatnego archiwum Kariny Królak.

Projekt: Lazy Monkey


Koszyk

Twój koszyk jest pusty.

Dokonaj swoich pierwszych zakupów